W październiku 2017 dostałyśmy rozpaczliwą prośbę jednej z Pań pracującej w Tesco. Pani napisała, że na hali magazynowej wśród palet okociła się koteczka, a maluchy niespełna miesięczne plątają się pomiędzy paletami i wózkami widłowymi. Dodatkowo w miejscach wyładunku towarów są jeszcze inne, około czteromiesięczne kotki wraz z matką.

Stan na początek: dziewięć kotów do odłowienia, a fundacja zapełniona po sufit. Nie mogłyśmy nie zareagować, mimo że w ogóle nie miałyśmy miejsca. Pierwsze łapanie. Wolontariuszka spomiędzy palet wydostała dwa kociaki, następnie umieściła je w kontenerku i dostawiła do klatki łapki. Zgodnie z oczekiwaniem instynkt matczyny nie dał długo na siebie czekać. Już po piętnastu minutach koteczka, czuła na nawoływania kociaków, weszła do klatki łapki. Dostałyśmy również informację, że jeden z maluchów został już zabrany przez inną pracownicę Tesco do adopcji, a innych kociąt nikt nie widział. I to był rewelacyjny, szybki początek, bo później już nie było tak łatwo.

Na dalszym etapie udało się odłowić pięć kociąt w wieku około czterech miesięcy. Klatki należało nastawiać i sprawdzać codziennie. Pierwsza trójka maluchów złapała się w ciągu jednego dnia, następna dwójka kociąt omijała klatkę przez bite dwa tygodnie, zanim dała się złapać. Został prawdopodobnie jeszcze jeden kociak wraz z matką. Kocięta przebywają obecnie w punkcie interwencyjnym z powodu braku miejsc w fundacji. Nie mogły jednak pozostać w hali magazynowej ze względu na śmiertelne niebezpieczeństwo. Zostały odpchlone i odrobaczone, obecnie będą zaszczepione przeciw chorobom zakaźnym.