Małe kocięta często szukają schronienia pod maskami samochodów. Bardzo ważne jest, aby sprawdzać maskę i koła przed odjazdem. Może tam leżeć niewinne stworzenie.

W środku lata o 21 mieszkańcy ulicy Przyjaźni – Kasia i Natalia usłyszały bardzo głośny płacz kota. Udało się im ustalić gdzie krzyczy, ale próby złapania kończyły się klęską. Na miejsce pojechała nasza wolontariuszka wraz z drugą wolontariuszką z Fundacji PK. Kociątko biegało pomiędzy samochodami wskakując cyklicznie pod maskę każdego auta. Nastawiane klatki nie dały żadnych efektów. Maleństwo nie wychodziło spod samochodów. Leżałyśmy pod samochodami z włączoną aplikacją na telefonie imitującą kocie głosy, na które kociątko reagowało, ale tylko połowicznie. Na pomoc „przyjechały” dwa koty, które na smyczy miały wywabić malucha spod maski. Jednak to również nie przyniosło efektów. Kociątko postanowiło zostać pod maską volkswagena.

Postanowiłyśmy zadzwonić na policję, przyjęła zgłoszenie o zagrożeniu życia zwierzęcia. Rozpoczęło się poszukiwanie właściciela auta. Auto było w leasingu, musiałyśmy czekać do rana, żeby ustalić dane użytkownika. O szóstej podjechał patrol niesamowitych policjantów, którzy próbowali pomóc wyciągnąć kociaka, ale bez otwarcia maski nie było to możliwe. Zaczynał się upał, maska samochodu nagrzewała się w błyskawicznym tempie. Trwało ustalanie właściciela auta, leasing nie chciał podać danych właściciela, ponieważ samochód został sprzedany i leasing nie był już właścicielem. Patrol policji pojechał do siedziby firmy na drugi koniec miasta po dane nowego właściciela. Potem ponowna jazda do nowego właściciela na trzeci koniec miasta i okazało się, że sprzedał auto. Na szczęście rozumiał sytuację i podał dane. Policja dotarła pod adres najnowszego właściciela, ale nie zastała go w domu. Policjanci dowiedzieli się, że właściciel jest poza Wrocławiem. Dojechał w ciągu godziny.

Równolegle interwencję podjęło nasze schronisko, które zakupiło specjalne siatki, aby osiatkować samochód, żeby przy otwarciu maski kociątko nie uciekło. Gdy przyjechał właściciel samochodu, pozwolił nam z autem zrobić wszystko, żeby tylko uratować kocie. Mieszkańcy zostali przeszkoleni na szybko w łapaniu na podbierak, Jurek ze schroniska miał trzy podbieraki w pogotowiu. Otworzyłyśmy maskę i zobaczyłyśmy maluszka około 4-6 tygodniowy cały w smarze lejące się przez ręce, gorący od przegrzania, przerażony, ledwo żywy. Po wyciągnięciu pojechałyśmy szybko do weterynarza.

Maluszek nie miał poważnych obrażeń, dostał jedzenie i picie. Przeszedł leczenie na świerzb, została odpchlona i odrobaczony.
Maluszek okazał się koteczką Śrubką. Szybko znalazł swój nowy dom.